Najnowsze Wpisy

Moje kobiety Komentarze (2)
12. sierpnia 2011 10:06:00
linkologia.pl spis.pl

              Moje  kobiety

    Kilka kobiet ukształtowało mnie i pozwoliło na wyrobienie sobie pełnego poglądu o charakterze tej płci. Dzięki wielu kłopotom, trudnościom, szczęściu, radości, refleksjom, których doświadczyłem żyjąc z nimi uzyskałem podstawę własnego „Ja”, egzystencji mojej płci. Każda z nich wniosła odmienne doświadczenia, które uczyniły moje życie pełnym i świadomym.

1)      Anna –pierwsza świadoma, sztubacka miłość.

 Przy niej poznałem i sprawdziłem w praktyce wszystkie aspekty związku dwojga młodych na tle własnego rozwoju i dostosowania pojęć o miłości wyniesionych z literatury. Kochała mnie znacznie mocniej niż ja ją. Byłem osobą dominującą, wręcz wyrocznią, pomnikiem, który się podziwia i który jest wzorcem. Mogłem ją formować jak glinę, mogłem z niej zrobić wszystko to czego oczekiwałem. Ulegała mi i zdawała się na mnie we wszystkim. Być może dzięki temu wyciągnąłem ją z narkotyków(była w początkowym okresie brania morfiny). To był 1973 rok. Udało mi się zmobilizować ją żeby zdała na studia medyczne. Moje zaangażowanie zmieniło się w akceptację układu, który był dla mnie wygodny. Anna nie miała większych ambicji poza tym żeby być ze mną, a ja wykorzystywałem to poznając uroki zdrady. Poznałem cierpliwość mojej kobiety, która okazała się niewyczerpana. Do tej pory nie wiem, czy nic nie docierało do niej, czy też spokojnie godziła się z rzeczywistością. W czasie kolejnego romansu zakochałem się w Dorocie mojej przyszłej żonie. Wtedy stwierdziłem, że pociąg do ciała kobiety może być na tyle silny żeby zmienić wszystkie wcześniejsze plany, żeby zniszczyć bezpardonowo przeszłość. Rozstałem się z Anną przedstawiając jej całą prawdę. Długo nie mogła się pozbierać. Na szczęście studia mocno ją absorbowały. Dla mnie była to nowa droga, nieznana, ciekawa, niebezpieczna.

 

2)      Dorota -- miłość z góry przegrana.

Byłem nią zafascynowany. Piękna kobieta, niedostępna, dumna, żyjąca wiecznymi urojeniami o bajkowym i nierealnym świecie. Kochałem ją tak, że gotów byłem spełnić każde jej marzenie. Nawet swoje życie i karierę naginałem do jej potrzeb. Bardzo mnie pociągała i stale wierzyłem, że znajdziemy wspólny język, który pozwoli nam żyć jak dwoje przyjaciół, stworzyć ciepły dom i kochającą się rodzinę. Bardzo chciałem mieć z nią dzieci (wiele dzieci). Nie zauważałem przez moje zaślepienie marzeń Danki. Nie potrafiła mnie pokochać. Jedyne nasze wspólne uczucie (odczucie) to był pociąg seksualny, który powoli znikał po urodzeniu dzieci. Mając świadomość, że nie jesteśmy w stanie ułożyć naszego życia uciekałem w pustkę, którą dawał mi alkohol. Symptomy braku porozumienia wystąpiły na początku naszej znajomości, jednak istniał bardzo silny pociąg seksualny i trudno nam było wytrzymać bez siebie w czasach narzeczeńskich. Była kobietą, której wszyscy mi zazdrościli co wzmagało we mnie poczucie własności. Była kobietą z zasadami co nie pozwalało jej zdradzać mnie, chociaż dawała mi odczuć, że nie jestem w jej typie. Wychodziła z założenia, że jeśli już na coś zdecydowała się to będzie to ciągnąć z pełnymi konsekwencjami. A ja czułem się jak „zło konieczne”. Najgorsze było to, że nie miała swojej wizji na życie i nie potrafiłem jej przychylić nieba. Próbowałem namówić ją do mojego modelu życia, ale spotykałem się stale z oporem. Próbowaliśmy sił kto kogo przetrzyma w kompletnym zastoju i wtedy poznałem co to są ciche dni. Potrafiły one trwać po kilka miesięcy. Cierpieli wszyscy: dzieci, ona i ja. Wtedy zastanawiałem się czy Dorota traktowała te „ciche dni” jako sukces, że nasze życie nie idzie do przodu. Coś we mnie pękło po 7 latach. Po raz pierwszy zdradziłem ją po 3 latach małżeństwa. Nie zrobiłem tego z potrzeby fizjologicznej. Założyłem sobie, że muszę to zrobić żeby nie być przykładnym, wiernym mężem. Myślałem, że przyniesie mi to satysfakcję i na chwilę pozwoli przestać myśleć o moim przegranym życiu. Nie miałem z tego żadnej przyjemności, a następnego dnia czułem niesmak i wstyd. W ciągu 7 lat małżeństwa zdradziłem ją 7 razy. To była moja ponura satysfakcja żeby średnio na rok wyszła mi jedna zdrada. Wszystkie doznania były niewiele warte i każdorazowo pozostawiały niesmak. Żona nigdy nie dowiedziała się o moich wyskokach, ale jak sądzę niewiele  by ją to obeszło gdybym jej o tym powiedział. Nasze kontakty seksualne straciły radość. Dorota znała moje nieposkromione pragnienia, które musiały się rozładować. Nasz kontakt seksualny traktowała jako konieczność co w efekcie dawało pełne upokorzenia zaspokojenie i jej totalną obojętność. Nie wiedziałem czy jestem z piękną kobietą czy z workiem ziemniaków.

Wtedy zauważyłem, że podobam się innym kobietom. Chciałem z tego skorzystać. Ale wcześniej uprzedziłem żonę, że jej oziębłość może doprowadzić do rozpadu. Było jej to obojętne, chyba ucieszyła ją perspektywa, że przestanie być „wentylem bezpieczeństwa”. Zacząłem zdradzać ją coraz częściej, ale starałem się (i udawało mi się) żeby nikt o tym nie wiedział. Z żoną ograniczyłem kontakty fizyczne do minimum żeby nie musiała prowadzić gry małżeńskiej. Bardzo długo nie odczuwałem satysfakcji z ubocznych kontaktów i każdorazowo czułem wyrzuty sumienia. Pewnego dnia poznałem Marzenę. Byłem daleko od domu, na wczasach, rozluźniony,  wesoły….. To co przeżyłem z nią w kilka dni zrewolucjonizowało moje pojęcie o seksie.

3)      Marzena— demon seksu

Była kobietą wyzwoloną, wolną, łatwą i niezależną. Wyjechała na wczasy pozostawiając swoją miłość i wróciła z tych wczasów z nową, moją miłością. Jak  patrzę na to z boku i po czasie to byłem jak ten pies, który wyczuł cieczkę u suki. Cały świat i wszystkie układy przestały się liczyć. Ja musiałem ją rżnąć i moja chuć przerastała wszelkie szczyty. Jej pragnienia rozbudziły się podobnie. Najlepiej nam było kiedy byliśmy w sobie, a reszta życia to była strata czasu. Odejście od rodziny stało się dla mnie dziwnie proste. Walczyłem z tym na początku uświadamiając sytuację Dorocie i czekając na jedno słowo: ”zostań”. Ale usłyszałem: „daj mi spokój i idź”. Z początku myślałem, że to ambicja ale teraz wiem, że był to jej świadomy wybór. Z Marzeną zapomniałem o wszystkim. Potrafiłem zdobyć się na karkołomne przedsięwzięcia żeby pogodzić moją obecność w pracy, w domu z dziećmi i w łóżku odległym o 60 kilometrów z nią. Zdarzały się tygodnie , w których kochaliśmy się tylko 2 lub 3 razy. Nie wiedziałem co robić w pozostałe dni. Z Dorotą seks już nie istniał. Moje pragnienia niesamowicie wzrosły (niedawno skończyłem 30-stkę). Z czasem ułożyłem sobie tak życie, że w dni „wolne od Marzeny” spotykałem się z kilkoma dorywczymi kochankami z mojej okolicy. Czułem niesamowitą satysfakcję płynącą z seksu. Uwielbiałem to i zacząłem sprawdzać swoje możliwości. Marzena była okrutnie zazdrosna, wiec nie mogłem jej mówić o swoich przeżyciach w czasie „dni wolnych”. Moim rekordowym osiągnięciem było usatysfakcjonowanie 4 kobiet w ciągu jednej doby. Tą czwartą była oczywiście Marzena, do której docierałem późnym wieczorem, lub w nocy i chętnie zaspakajałem jej ogromne potrzeby cały czas zachowując kondycję i pełną gotowość. Zdaję sobie sprawę, że to już się nie powtórzy, jednak doświadczenie tych doznań na zawsze pozostanie w mojej pamięci. W tamtym okresie byłem całkowicie zdominowany seksem. Często słyszałem przycinki od znajomych na temat mojego rozwiązłego trybu życia i miałem ogromną przyjemność w zaprzeczaniu i dementowaniu. Nacisk Marzeny sprawił, że postanowiłem ułożyć sobie z nią życie, mimo, że tyle nas dzieliło w sferze psychicznej. Byłem tak zafascynowany seksem, że wyobrażałem sobie nasz związek za najwspanialszy. Życie we dwójkę pokazało jak kruche jest oparcie na pociągu fizycznym. Oboje byliśmy zazdrośni o siebie. Zazdrość szarpała tak samo ciało i duszę. Cały czas trwała walka o dominację. Czasami dochodziło do karczemnych awantur i bójek. Właściwie nie mieliśmy jednego spokojnego dnia. Działała na mnie destrukcyjnie, nie mogłem się skupić na podjęciu jakiejkolwiek działalności . Byłem cały czas zaabsorbowany jej osobą i nie widziałem nic poza nią. Dlatego strasznym ciosem była dla mnie jej zdrada z moim kolegą. Wtedy dowiedziałem się o sobie coś nowego. Poznałem co to nienawiść, tęsknota i całkowite rozkołatanie osobowości. Myślałem że z tego nie wyjdę. Prawdopodobnie w tamtym czasie byłem psychicznie chory. Wtedy wypaliła się we mnie młodość. Wkroczyłem w okres, w którym niewiele miejsca zostało na szalony płomień uczuć, zwariowane szczęście i nieświadomość otaczającego świata. Minęło jeszcze bardzo wiele dni podczas których przeżywałem same rozterki, kiedy pragnąłem już tylko spokoju, obojętności i powolnego zbliżania się do kresu, pogodzony z tym co jest wokół mnie. Właśnie w tym letargu pojawiła się Joanna.

4)      Joanna —miłość dojrzała, pełna, stabilna

Kontakt z nią pozwolił mi na własny rozwój dzięki ciepłu i energii jakie roztaczała wokół siebie. Zarówno kontakt seksualny jak i psychiczny był od początku szczery i satysfakcjonujący, nie stwarzał żadnych zagrożeń. Mogliśmy żyć ze sobą jak i obok siebie, niezależnie realizując własne plany. Nie było konfliktów dzięki obustronnej akceptacji i zaufaniu. Po raz pierwszy miałem nie tylko chęć, ale nieodpartą potrzebę stworzenia czegoś samodzielnego, wybicia się ponad przeciętność. Zacząłem delektować się wartościami płynącymi z życia, w którym pieniądz nie jest żadną barierą. W poprzednich związkach przeskakiwałem z jednego brzegu na drugi nie bacząc na konsekwencje. Smutne doświadczenia nauczyły mnie ostrożności i związek z Jolą traktowałem tak jakbym przechodził z brzegu na brzeg przez chwiejącą się kładkę wczuwając się w każde drgnięcie. Już po przejściu okazało się, że to solidny most. Ta stabilność dodała mi skrzydeł. Uczuciowe szaleństwa stały mi się obce, ale za to spokojnie mogłem realizować swoje marzenia, które z czasem nabierały konkretnych kształtów. Nie wyobrażałem sobie, żebym mógł zejść z drogi prowadzącej mnie do raz obranego celu. Ogromną satysfakcję sprawiał fakt, że ten cel osiągniemy razem, że mam motywację usatysfakcjonowania mej partnerki, że możemy zdobyć wszystko czego zapragniemy. To jedyna kobieta, która wzięła mnie takiego jakim byłem nie próbując mnie zmieniać. Nie wiem czy postępowała świadomie czy intuicyjnie, ale na pewno wygrała na tym, bo stworzyła we mnie pewność, że idę w dobrym kierunku. Czułem, że przy niej rozwój mojej osobowości będzie odbywał się bez żadnych przeszkód i był to bodziec, który pchał mnie do przodu. Przy niej uświadomiłem sobie jak wiele radości można czerpać z pracy, nauki i samodoskonalenia. Potrafiła wyzwolić we mnie uczucie, które nie opiera się na fascynacji seksualnej, ale na pełnym zaufaniu, akceptacji, cieple, zrozumieniu, tolerancji i odpowiedzialności. Sądziłem, że na te wszystkie przemiany, które nastąpiły w moim charakterze wpłynęły poprzednie doświadczenia i gdyby nie Joanna mógłbym zostać zgorzkniałym, obojętnym na wszystko facetem. Wiedziałem, że żyję pełnym życiem i nie bałem się tego co miał być jutro, bo jutro musiało być lepsze niż wczoraj.

Napisałem te słowa w 1990 roku kiedy do ukończenia czterdziestki brakowało mi kilku lat. Ponownie zerknąłem na ten tekst po 17 latach. Napisałem wtedy 2 zdania:

„Pierdu, pierdu, gówno prawda. To refleksja po ponad 8 latach po rozstaniu z Joanną, z którą związek okazał się największym błędem i przekleństwem w moim życiu.”

Minęły kolejne 4 lata. Oberwałem za swoją naiwność i teraz w 2011 roku zostałem z ręką w nocniku. Joanna umiejętnie wykorzystała moje pełne zaangażowanie, wręcz zaślepienie i odpowiednio zabezpieczyła się finansowo. Tak jak mi, tak też wszystkim wokół potrafiła zrobić wodę z mózgu. Mając świetne układy we władzach miejscowych i tych na wyższym szczeblu oskubała mnie jak koguta na rosół. Nie miały dla niej znaczenia, żadne wcześniejsze deklaracje. To taki przyczynek do wcześniejszego „pierdu, pierdu”.

 

5)      Tamara —kobieta po przejściach tak jak ja

Później była Tamara. Przez 8 lat byliśmy jak 2 gołąbki (już lekko posiwiałe). Żyło się nam fajnie na zasadzie dojazdów z metropolii na wieś i odwrotnie. Więcej było uniesień niż upadków i wszystko wskazywało, że ten związek będzie ostatnim. To był kawał czasu w większości szczęśliwy. Będąc sporo po czterdziestce wielokrotnie czułem się jak młody bóg. Piękna, elegancka kobieta przy mnie niejednokrotnie wzbudzała zazdrość u moich znajomych i nieznajomych. W tej wioskowej gminie byliśmy troszkę obcy, ale i tak sporo miejscowych dążyło do integracji. Żyło nam się przyjemnie i spokojnie. Finanse pod koniec zaczęły szwankować, bo trzeba było zamknąć firmę, która stała się nierentowna. Nasz związek skończył się z powodu pieniędzy. Ja już nie miałem dochodów, a jej dostał się spadek. Wcześniejsze ustalenia dotyczące naszych wspólnych planów wzięły w łeb. Nie chciałem tego ciągnąć.

 

W 2007 roku zostałem sam bez grama kobiety. Nastąpiły dni „postne”. To pierwsze 60 dni od 19 roku życia kiedy nie miałem żadnego fizycznego kontaktu z płcią piękną. Nawet pasowało mi to, bo czułem się przesycony 34-letnią intensywną „działalnością męsko-damską”. Ten przesyt nie trwał długo. Po 2 miesiącach przerwy wznowiłem „działalność”. Skorzystałem z kilku ogłoszeń w specjalistycznych miesięcznikach, sam też raz dałem takie ogłoszenie no i „poszły konie po betonie”. Przez 5 miesięcy dobrze się bawiliśmy z kilkunastoma bardzo sympatycznymi, wyluzowanymi paniami w stosownym wieku. Aż tu nagle jak grom z jasnego nieba spadła na mnie nowa miłość. To był niesamowity przypadek trochę nie na rękę, bo musiałem zrezygnować z tak miłego i niezobowiązującego układu z w/w paniami. Łatwo przyszło łatwo poszło, piszę to bez żalu. Obecny związek trwa już 4 lata i nie mam zamiaru pisać na ten temat i oceniać cokolwiek w trakcie. Teraz uważam, że to mój ostatni i nic nie wskazuje na to że się mylę. Wcześniej też tak było. Czas pokaże…….

 

 

Imiona celowo zmieniłem, sam też chciałbym pozostać anonimowym.

 

                                                  Gdzieś na zadupiu    lipiec 2011r.

panmiecio : :

Archiwum

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930311234

Ksiega gości

Księga gości

Kategorie postow

Brak kategorii

sic | nusiaaa | fajne-pozyczki | maxx-26 | filipbenek | Mailing